jeszcze 21 dni i będę wolny prawomocnie 2011-04-04 23:41:36

 

Po tym jak Sąd uznał moje małżeństwo za świetny żart i rozwiązał je w 20 minut 1 kwietnia zaprosiłem już byłą żonę i świadka rozprawy na obiad. W sumie mam szczęście do liczb związanych z małżeństwem, 21 lat razem, 15 po ślubie, wyprowadziłem się 1 listopada a rozwiodłem 1 kwietnia.

Potem zostało mi już tylko przyjąć zaproszenie kolegów na wódkę.

Po tym jak w czwórkę wypiliśmy w 3 godziny po butelce na głowę, kolega zasnął na ławce i nie był wstanie zadzwonić po taxi,  zdałem sobie sprawę, że czas wstać i znaleźć małą inteligentną blondynkę – dla siebie…

Teraz jeszcze tylko zorganizuję naszą ostatnią 15 rocznicę i powiadomimy wszystkich znajomych że właśnie się rozwiedliśmy….

skomentuj (2)

Mieć czas dla siebie 2011-02-23 22:11:52

 

Po tym jak mój szef, odesłał mi pismo  - twierdząc, że brakuje przecinka stwierdziłem, że jestem szczęściarzem. Zamiast poprawić pismo napisałem wymówienie i korzystając ze szczególnych przepisów rozwiązałem stosunek pracy za 7 dniowym uprzedzeniem. Jednocześnie dołączyłem podanie o urlop.

Tym sposobem od dzisiaj jestem wolnym człowiekiem.

Urocze to uczucie – nie musieć wstać rano na 7 do pracy.

Pomyślałem, że na reszcie będę miał czas pójść na siłownie…

… i złożyć pozew o rozwód.

a jutrzejszy wyjazd na narty nalezy mi się za 11 lat pracy w urzedzie jak psu buda

 

 

skomentuj (1)

Bo mieszkac trzeba 2011-02-13 09:30:06

 

Jestem dziś wyjątkowo nastrojowy na nic nie robienie. Czas wolno biegnie sobie porannym truchtem, ale na mnie nie robi to wrażenia. Nie pierwszy to raz w domu robiłem przemeblowane, ale pierwszy raz mi się to podobało….

Pierwszy raz zrobiłem to z ochotą. Może jak mówi znajoma do tego trzeba dojrzeć…. Może, ale raczej stawiam na to, ze ten pokój był tak koszmarnie urządzony, że nie dało się w nim mieszczka bez rzucania codziennie haseł godnych pilotów z Tupolewa…

Jeżeli to tego jeszcze dodamy, że dla kompletu kupiłem sobie telewizor i podłączyłem go do komputera – to jako informatyk odkryłem pełnie szczęścia 32’’ po moich dotychczasowych 12’’ jest przepaścią ergonomiczną. Całości uroku dodaje wygodny fotel przeznaczony dla osób które długo pracują przy biurku….

Właściwie mogę powiedzieć, ze etap przeprowadzki i urządzania pokoju do wstępnej egzystencji mam już za sobą – można powiedzieć da się pomieszkiwać, pracując po 12h na dobę….

Do pełni szczęścia potrzebuje jeszcze tylko nowego odkurzacza i żelazka… to co jest tu na stanie nie nadaje się moim skromnym zdaniem do użycia…

 

Jak to się wszystko zmienia - ja żelazko, i  ja odkurzacz… wszak śmieci zawsze były moje….

Chyba faktycznie się starzeję…

 

skomentuj (1)

Starość nie radość 2010-12-26 21:24:00


Skoro dwa lata temu, zacząłem nosić czapkę, rok temu szalik, a dziś pierwszy raz załozyłem kalesony, to znczy, że .... no włanie, co to znaczy...??

skomentuj (4)

Po nowe 2010-11-01 21:52:21

 

Po wyprowadzce właściwie nic się nie zmieniło. Znowu siedzę wieczorem przed telewizorem, znowu przed komputerem. Tylko po drugiej stronie wypoczynku nikogo nie ma. Nie ma zdawkowego  - chcesz herbaty, albo rzuconego w ramach uprzejmej konwersacji jak Ci miną dzień.

Jest poczucie, ze coś się bezpowrotnie skończyło, jest obawa jak będzie. Wiem, że cokolwiek będzie dobrze będzie – wszak źle już było.

Czas iść spać. Jutro pierwszy dzień z reszty mojego życia a kto wie, może i mała drobna blondynka mi się przyśni?

skomentuj (2)

Czas na zmiany 2010-10-12 13:52:21

Rozmowa była krótka:

Skoro, mnie nie kochasz i nie chcesz być ze mną – to takim razie ja planuje wyprowadzkę. Wyjeżdżam na 4 dni w Bieszczady. Zastanów się jak chcesz rozwiązać kwestie finansowe, majątkowe, opieki nad dzieckiem. Ja wracam w  niedzielę. W poniedziałek  będę chciał porozmawiać.

Ale przecież ja jestem nigdzie się nie wybieram.

 

Teraz wybieram się JA – najpierw w Bieszczady, potem po nowe życie.

 

Na początek powiedziałem szefowi, że najprawdopodobniej nie przyjmę nowej propozycji pracy (zakładam własną działalność), następnie zgoliłem wąsy – teraz idę na siłownie i basen. Jak zmieniać to wszystko. Dom, Praca - wygląd też.

skomentuj (4)

detok czas zacząć 2010-10-03 23:36:49

Każdy kolejny dzień po drugie stronie wypoczynku, pozwala mi na organoleptyczne przekonanie się, że koniec jest właściwie bliski i nieunikniony.

Musiałby się zdarzyć cud i jak to mówi mi jedna mądra kobieta – bo tak naprawdę na pytanie czego ty chcesz  - jest tylko jedna poprawna odpowiedź – bo ja bym chciał by ona chciała.

Cud się raczej już nie zdarzy, a spokojniejsze dni pozostawiają nieodparte wrażenie, że oboje jesteśmy na detoksie – ona od niego – ja od niej. Dotarło do mnie to, że nawet jak nie może być z nim – nie koniecznie będzie chciała być ze mną.

Coraz łatwiej przychodzi mi wyobrazić sobie jednak sytuację, w której nie będziemy już razem. Nawet nie próbuję już niczego zmieniać. Nie staram się rozmawiać. Teraz staram się przeżyć bez kłopotliwej wymiany zdań przynajmniej 30 dni. Już trzy razy zerowałem licznik. Obecnie mamy dzień ósmy. Jest to możliwe, jedynie dlatego, że każde z nas ma swój komputer i wirtualny świat, w którym znajduje co czego nie ma w domu. Najgorsze jest to, że coraz mniej mam motywacji by czekać aż ona się ocknie i stwierdzi, że to nie koniecznie jest dobry krok dla nas. Ani dla niej, ani dla mnie, że o innych członkach rodziny nie wspominając. Trudno.

Jak mawiał mój ojciec – dawać i prosić by to ktoś wziął – to o jedną czynność za dużo.

 

skomentuj (4)

mijamy się jakos 2010-09-21 22:57:09

Kiedy wyszedłem z jej Gabinetu miałem mieszane uczucia. Minęło kilkadziesiąt godni a ja nada w głowie mam jej słowa

- Z tego co mi pan opowiedział to żadna terapia małżeńska nic panu nie da. Pana żona jako klasyczny DDA musi najpierw uporać się z demonami przeszłości, poukładać samą siebie. To ze mieszkają państwo tak blisko jej rodziców też nie jest korzystne. Myślę, że to bardziej ona powinna trafić psychologa. Najlepiej do innego. I zacząć swoją terapię. Przy tym co wiem, wydaje mi się, że będzie to panu ciężko odbudować. Nawet ze specjalistą będzie to trudne. Oczywiście możemy spróbować, ale bardzie skupimy się by ratować pana. …

Wieczorem, choć wiedziała, ze byłem u psychologa nie poruszyła tematu. Przeszła nad nim jak by go nie było.  Jak by problem nie istniał…

Dziś rano przed wyjściem do pracy jak co dzień dostałem od córki tulkę i buziaka. Łzy same naszły mi do oczu. Odwróciłem się by nie widziała. Kiedy stałem na schodach usłyszałem tupot i ukochany głos

- Tatusiu – jeszcze jeden.

I tak mocno mnie uściskała. Jakby czuła...

Przez całą drogę do pracy łzy leciały mi same…

skomentuj (0)

Oto czego nie wolno teraz robić: 2010-09-18 15:22:17



1. Nie wolno Ci demonstracyjnie wyprowadzić się z domu
2. Nie wolno płakać, błagać, prosić, posypywać głowy popiołem
3. Nie wolno brać wszystkich win na siebie - jedynie te słuszne
4. Nie wolno Ci wierzyć we wszystkie słowa żony - zwłaszcza "że miłość wygasła", "coś pękło"
5. Nie wolno Ci stracić swego honoru, godności i szacunku
6. Nie wolno Ci się absolutnie na nic godzić, co w tle ma Was od siebie oddalić
7. Nie wolno Ci dać się teraz okłamywać - bo smsy od „przyjaciela” to nie jest ok
8. Nie wolno Ci zamknąć oczu na zło, które zaczyna się powoli rozpędzać - dramat dzieci, pomysły żony na rozstanie i rozwód
9. Nie wolno Ci zwątpić w swoje małżeństwo

A ja:

1. Jeszcze się nie wyprowadziłem, ale teoretycznie ustaliłem datę (na szczęście na zeszły tydzień)

2. O to drugie też mi się zdarzyło – nawet kilka razy

3. Dla mnie wszystko to moja wina

4. Dałem się nabrać, że to tylko przyjaciel z którym się fajnie rozmawia

5. Straciłem szacunek do samego siebie, za swoje zachowanie i chodzenie po ścianach

6. Nawet rozmawialiśmy o podziale majątku

7. Dałem się zwieść, że to tylko mail, tylko SMS

8. Już się zgodziłem na rozwód

9. I tego jednego nie udało mi się zrobić – wciąż wierzę, że mamy szansę..

 

To ciekawe, że nieświadomie przerobiłem punkt po punkcie podręcznik, jak skutecznie rozwalić sobie małżeństwo.

skomentuj (2)

Substytut 2010-09-12 13:18:09



Miotając i szarpiąc próbuję dociec, dlaczego mnie to spotkało. Wiem, ze jest to moja wina  - coś spieprzyłem i trzeba się dowiedzieć co. Usłyszałem wiele. Zapracowanie, brak należytej uwagi, brak wspólnych pasji itp…

To wszystko prawda. Jestem zapracowany. Ona zawsze wolała domowe pielesze i prace w ogródku a zarabiać trzeba, mam pasje, ale zawsze były otwarte dla niej. Uwagi zawsze jest za mało, ale jej ile bym nie było za mało a miarą mojego zaangażowania była zdolność do poświęcenia własnej pasji. Do swoich pasji ją zawsze zapraszałem, ale nie chciała – odpuściłem. Oczywiście to moja wina – bo nie byłem wtedy tak mądry jak dziś i takiego doświadczenia życiowego. Ale na pytanie dlaczego tego nie można od nowa poukładać powiedziała, że się nie da. Że moje oczekiwania są dla niej zbyt wielkie. Zacząłem się zastanawiać jakie to są te moje oczekiwania. Okazało się że chcę mieć, żonę. Taką która się do mnie z chęcią przytuli, chętnie pocałuje, zaangażuje się emocjonalnie i pójdzie do lóżka w którym też nie mam wygórowanych oczekiwań.

Otóż nie. Okazuje się że te oczekiwania są zbyt wielkie w chwili obecnej gdy ona się nieszczęśliwie zauroczyła i ma z tym kłopot. Mogę zrozumieć, że teraz to jest problem. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego ma to być problem w przyszłości. Skoro jej zaangażowanie nie jest szczęśliwe i nie ma perspektyw i zgodnie z jej zapewnieniem się w tym problemie nie liczy to czemu nie spróbować jeszcze raz. Przecież, skoro tak mocno jak zawsze mnie zapewniała, mnie kocha – to można sobie ze wszystkim poradzić. Zwłaszcza jak mąż dostrzega konieczność zmian – zwłaszcza w swoim postępowaniu…

I dalej okazuje się, że jej zdaniem nie ma to sensu i po raz kolejny usłyszałem, że do miłości nikogo nie można zmusić, a moją największą wadą jest to – ze nie jestem NIM.

I właśnie świat zawalił mi się na głowę.

Właśnie w tej chwili odkryłem jak bardzo byłem przez te wszystkie lata naiwny i ślepy.

Dotarło do mnie, że nie zostałem wybrany bo mnie kochano – tylko byłem najlepszym kandydatem  - on nie był. Duch z przeszłości – którego nie ma zemsił się z zaświatów. Jako artysta i lekkoduch nie dawał gwarancji stabilizacji i spokoju.  Artysta przeszedł do przeszłości i zniknął i przez chwilę było fajnie. Ale jak na spokojnie przeanalizowałem swoje życie to okazało się ze już kilka razy ktoś był. Ja zawsze byłem silny i stanowczy i zawsze wygrywałem. Ale nie dziś.

Po tym jak od kilkunastu miesięcy staram się wygonić stagnację z naszego związku, odkryłem znowu kogoś z kim emocjonalnie jest związana puściły mi nerwy. Wylałem wszystkie emocje. Ona tym razem nie – tym razem była spokojna i opanowana co mnie doprowadzało do jeszcze większego wrzenia. Im jak bardzie wybuchałem tym ona zachowywała większy spokój i nagle odkryłem dlaczego. Zepsułem, się.

Substytut się zepsuł. Już nie dawał gwarancji na spokój i opiekę. Teraz było przecież nerwowo. A przecież substytut był po to by było spokojnie. Skoro nie daje tego do czego był stworzony – to nie ma sensu z nim niczego budować. Bo ona już wie, że do miłości nikogo nie można zmusić…

skomentuj (1)

Księga Gości